W nadchodzącej rundzie wiosennej na boiskach Betclic 3. ligi w województwie lubuskim oczy wszystkich zwrócone będą na Lechię Zielona Góra, która stoi przed szasną na historyczny awans i jest już w połowie tej drogi. O tym, co działo się w klubie podczas zimowej przerwy, przygotowaniach zespołu do rundy, atmosferze w szatni czy presji związanej z oczekiwaniami rozmawialiśmy z trenerem Zielonogórzan, Sebastianem Mordalem.
Trenerze, zimowa przerwa dobiega końca i już za chwilę wracamy do rywalizacji ligowej. Jakie nastroje panują w szatni przed startem rundy wiosennej? Jak bardzo wy, zawodnicy, sztab, klub tęskniliście za ligowym graniem?
Tak, na pewno ta przerwa jest długa i z chęcią już byśmy zagrali o punkty, bo to jest to, co każdy zawodnik, trener lubi najbardziej, czyli te emocje boiskowe, emocje związane z rozgrywkami ligowymi. Nastroje są pozytywne. Dobrze przepracowaliśmy ten okres i jesteśmy zadowoleni. Trzeba na pewno wspomnieć o tym, że przy zimie, która dotknęła Polskę w tym roku, to my mieliśmy dogodne warunki do tego, żeby przepracować, bo kryte boisko ułatwiało nam systematyczną pracę. Wiem, że inne drużyny miały z tym problem, ze względu na przymarznięte boiska. Wszystkie sparingi zagraliśmy według planu. Więc na pewno z tego okresu od 5 stycznia jesteśmy zadowoleni.
Jak Pan wspomniał, tegoroczna zima w Polsce była wyjątkowo sroga, co dla wielu zespołów oznaczało spore problemy treningowe. Wy mieliście możliwość pracy pod balonem i choć to wciąż nie jest naturalna nawierzchnia, to czy Pana zdaniem może to być czynnik, który da zespołowi choćby niewielką przewagę nad rywalami na starcie rundy?
Uważam, że tak, że jest to mały handicap, bo żeby dobrze przygotować się do rozgrywek, trzeba dobrze trenować – jak trenujesz, tak grasz, a jeżeli te warunki nie są odpowiednie, jeżeli zawodnicy nie są w stanie na zmrożonym boisku poruszać się tak, jak na takim dobrze przygotowanym lub jak my, na sztucznym pod balonem, to ta wykonywana praca jest inna pod kątem intensywności, pod kątem różnych małych rzeczy motorycznych. Myślę, że to jest mały handicap. Reszta drużyn radziła sobie na różne sposoby i próbowała niwelować te niedogodności. To jest jednak jedna z wielu rzeczy, które się składają później na formę zespołu i na to, jak wygląda w ciągu sezonu, ale musimy pamiętać o wszystkich małych rzeczach, które na to wpływają.
Wspomniał Pan o rozegranych sparingach, a trochę ich było, bo w łącznie siedem plus gra wewnętrzna w miniony weekend przed sparingiem z Pogonią Szczecin. Jak Pan ocenia te gry kontrolne, zarówno pod względem wyników, jak i samych odczuć i łapania rytmu meczowego przed sezonem, co dla wielu jest ważniejsze niż same wyniki.
Po pierwsze my zawsze gramy o to, żeby wygrać i taki też cel przyświecał nam w sparingach, bo chcemy budować tę mentalność zwycięzców. Natomiast patrząc z dłuższej perspektywy, to jesteśmy zadowoleni, bo z przebiegu czasu widać, że każdy kolejny mecz to było więcej powtarzalnych elementów i automatyzmów między zawodnikami. Cieszy także równa forma zawodników, szeroki skład mimo kontuzji i to, że ci, którzy dostawali mniej minut w rundzie jesiennej, udowadniali w okresie przygotowawczym, że też są blisko i pukają do pierwszego składu.
Mówi Pan o kontuzjach. Patrząc na składy Lechii we wszystkich sparingach, to od razu rzucają się trzy nazwiska, których nie sposób w nich dostrzec: Kamil Olek, Kuba Lizakowski i Paweł Flis. To trójka bezdyskusyjnie podstawowych zawodników w Pańskim zespole w rundzie jesiennej. Jak poważne są ich urazy i kiedy można spodziewać się ich powrotu?
Tak, to trzech podstawowych zawodników, którzy mieli bardzo dużo minut w tamtej rundzie. Kamil Olek z tym urazem zmagał się długo, bo to problemy związane z przywodzicielem. W przerwie zimowej okazało się, że ten problem jest głębszy i Kamil musiał poddać się zabiegowi, ale to wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Pierwsze prognozy, mówiące o tym, że może wrócić może po czwartej czy piątej kolejce wiosennej, mogą się okazać przeszacowane i może Kamil wróci szybciej, ale to wszystko zależy od tego, jak zostaną rozpracowane krwiaki, które powstały po tym zabiegu. Teraz to jest tylko kwestia tych krwiaków i żeby ten ból całkowicie zszedł, wówczas będzie mógł wrócić do pełnych treningów.
Jeśli chodzi o Pawła Flisa, to również jest to stary uraz, który się odnowił. Przed przyjściem do nas Paweł miał naderwany mięsień dwugłowy przy przyczepie. Przy jednym z bloków na treningu dostał takiego „przeprostu” w kolanie i gdzieś to samo miejsce zostało uszkodzone. Podobnie jak w przypadku Kamila, koniec rehabilitacji przebiegł sprawnie, bo bardzo szybko ten mięsień się zrósł. Teraz wprowadzaliśmy Pawła bardzo powoli, jeszcze wzmacniając ten mięsień, a w tym tygodniu jest już w pełnym treningu. Kuba Lizakowski to też stara kontuzja, która odnowiła się podczas tego mocniejszego okresu na sztucznej nawierzchni. U Kuby przypomniało się kolano, które miał operowane jakiś czas temu, jeszcze przed przyjściem do nas, i musiał mieć tam wykonany mały zabieg. To był dosłownie taki kosmetyczny zabieg, który wyłączył go na chwilkę, ale tu też prognozy są dosyć optymistyczne i bardzo możliwe, że za dwa tygodnie będzie już w treningu.
Do tego mamy uraz Łukasza Tumali, który półtorej tygodnia temu podczas treningu złamał obojczyk. To złamanie bez przemieszczenia, doszło do pęknięcia kości, ale ona ustawiła się jakby w ten sam sposób jak była, dzięki czemu również proces rehabilitacji przebiega sprawnie. Kość się zrasta i prawdopodobnie za około dwa tygodnie Łukasz będzie w pełni do naszej dyspozycji.

Jeśli chodzi o sytuację kadrową, mam tu na myśli transfery z i do klubu, to w Lechii zimą było w tym aspekcie bardzo stabilnie, prawda? Do zespołu dołączyli bramkarz Daniel Słobodzian (Zagłębie II Lubin) i obrońca Dawid Korzeniowski (Legia II Warszawa), ale przede wszystkim nikt nie został z niego „wyjęty”, co przecież bardzo często zdarza się w przerwie zimowej, zwłaszcza kiedy drużyna wykręca dobry wynik.
Zgadza się, to mnie bardzo cieszy, że zawodnicy mimo tego, że te oferty się pojawiały, to jasno mówili, że ich celem jest tutaj pozostać i grać w kolejnej rundzie. Naszym priorytetem był utrzymanie tej kadry i to zrobiliśmy. Do tego chcieliśmy ją uzupełnić o pozycję obrońcy, mogącego grać na półlewym w trójce, oraz o pozycję bramkarza. Oba ruchy wykonaliśmy zgodnie z założeniem i na pewno jesteśmy zadowoleni z tej kadry.
Porozmawiajmy o tym, co przed wami. Na pewno słowo „awans” słyszycie częściej niż jakiekolwiek inne, ale takie są realia. Awans Lechii Zielona Góra do Betclic 2. Ligi byłby czymś historycznym nie tylko w Zielonej Górze, ale na pewno na terenie całego województwa. Czujecie presję związaną z tym, że wszyscy o tym mówią? Boi się Pan, że może to wam zaszkodzić, czy – wręcz przeciwnie – stracie się przekuć to dodatkową motywację?
Tak, na pewno słyszymy to co krok, ale ciągle powtarzamy, że jeszcze nikt nie awansował wygrywając rundą jesienną, więc przed nami jeszcze dużo pracy. Presja jest nieodzowna i my o tym rozmawiamy z zawodnikami. Wiemy, że ta presja jest i musi być. Zawsze mówię zawodnikom też, że lepiej być w środowisku, gdzie ta presja jest, bo to znaczy, że kogoś to interesuje, że grają dla kogoś, są kibice, środowisko, które po prostu tym żyje. Lepiej być w takim środowisku niż gdzieś, gdzie nikt się tym nie interesuje. Przekuwamy to zainteresowanie, tę presję, w coś dobrego, akceptujemy to i po prostu myślę, że dobrze sobie już z tym radzimy. W środku mamy jasno powiedziane, że skupiamy się na każdym treningu. Najważniejsze jest to, co jest tu i teraz, każdy jeden mały procent. Myślę, że ta droga nas zaprowadziła do pierwszego miejsca i tę drogę chcemy kontynuować.
W międzyczasie odbyliście jeszcze takie mini zgrupowanie w jednym z zielonogórskich hoteli. Chciał Pan trochę oczyścić zawodnikom głowy?
Myślę, że to była kwestia bardziej integracyjna. Ta drużyna i tak jest bardzo zżyta ze sobą i myślę, że atmosfera wewnątrz zespołu jest bardzo dobra, a takie trzy wspólnie spędzone dni jeszcze bardziej mogą ją umocnić. W klubie spędzamy ze sobą dużo czasu, ale tam dużo rozmawiamy o piłce, tam dużo rozmawiamy o kolejnym przeciwniku, o naszych zasadach, o rzeczach modelowych, a to był czas, by porozmawiać o wszystkim i o niczym.
Wchodzicie w rundę rewanżową jako lider, a to często oznacza, że każdy rywal będzie podchodził do spotkań z wami podwójnie zmotywowany. Czy spodziewa się Pan, że wiosna będzie trudniejsza niż jesień – właśnie z uwagi na waszą pozycję w tabeli?
Nie wiem, czy słowo „trudniejsza” jest odpowiednie. Może po prostu będzie inna. Trzeba będzie się przygotowywać na to i pod tym kątem też to robimy, że procentowo pewnie wszystkie drużyny zagrają z nami w obronie niskiej i będą czekały na swoje momenty w fazie przejściowej albo mocniej skupią się na stałych fragmentach. My sobie to analizujemy, myślimy, w jaki sposób podejść do każdego meczu. Czy runda wiosenna będzie trudniejsza? Zobaczymy. My jesteśmy gotowi, myślimy o każdym kolejnym treningu, każdym kolejnym meczu. Przepracowaliśmy okres pod tym właśnie kątem, że spodziewamy się, że więcej czeka nas momentów w budowaniu wysokim, bo jesienią mieliśmy problemy, by złamać niski blok przeciwnika. Po prostu patrzymy na siebie, rozwijamy zespół i czujemy, że to przyniesie efekty na wiosnę.
Na zakończenie – czego kibice Lechii mogą się spodziewać po swoim zespole w nadchodzących miesiącach? I czy jest coś, co chciałby Pan im przekazać przed startem rundy wiosennej?
Na pewno chciałbym zachęcić do wspierania przez cały czas drużyny. Myślę, że jesienią dostarczyliśmy wielu pozytywnych momentów. Były też gorsze chwile, jak te dwa bezbramkowe remisy z rzędu i ważne, żeby wtedy całe środowisko się jednoczyło i wspierało, bo pokazaliśmy, że z takich momentów też potrafimy wyjść i skończyliśmy rundę na pierwszym miejscu. Więc zapraszamy na mecze, bo obecność i wsparcie jest nam potrzebne. Zawodnicy czują się o wiele lepiej, kiedy grają przy kibicach. A czego mogą się spodziewać? Myślę, że kontynuacji stylu naszej gry, który polega na intensywności, na obronie wysokiej i też chyba wielu ładnych dla oka akcjach, ciekawych ze względu na jakość zawodników, których posiadamy. Myślę, że te emocje na naszych meczach będą dalej. Chciałbym zachęcić kibiców do licznego przybywania.






